Wszyscy brońmy Suwerenności Polski!
Już przed referendum akcesyjnym z 2003
roku wielu z nas, opierając się nachalnej propagandzie tak zwanych
euroentuzjastów, dobrze rozumiało, że istotą obecnego modelu funkcjonowania Unii
Europejskiej jest konsekwentne likwidowanie suwerenności państw narodowych w
kolejnych dziedzinach życia. Po akcesji okazało się, że nasze podejrzenia
sprawdziły się całkowicie.
Na mocy orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości prawo wspólnotowe
ma, niestety, prymat nad prawem polskim. Nie możemy obecnie całkiem swobodnie
kształtować zapisów polskiego prawa dotyczącego na przykład: zasad pomocy
publicznej, sposobu funkcjonowania NBP, prawa bankowego, prawa rynku
kapitałowego, podatku VAT, akcyzy, udziału kapitału zagranicznego w mediach i
wielu innych zagadnień życia narodowego.
Zlikwidowana została polska polityka celna, polityka rolna jest również
prowadzona w dużym stopniu na szczeblu ponadnarodowym, ograniczona została
swoboda kształtowania naszej polityki budżetowej poprzez wprowadzenie tzw.
procedury nadmiernego deficytu. Pojawiają się postulaty tworzenia
paneuropejskiego nadzoru bankowego oraz ujednolicania podstawy podatku
dochodowego od przedsiębiorstw, a nawet wprowadzenia minimalnej stawki tego
podatku.
Dosłownie kilka dni po ostatnich, wygranych przez PO, wyborach parlamentarnych,
na łamach, "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł, w którym ujawniono, że Komisja
Europejska zażądała od naszego kraju zniesienia limitu zagranicznego dla
otwartych funduszy emerytalnych (OFE)! Obecnie mogą one inwestować za granicą
tylko do 5 proc. swych aktywów. Aktywa tych funduszy emerytalnych to prawie 135
miliardów złotych (dane KNF z lutego 2008). KE chce utworzyć specjalny
ponadnarodowy urząd regulacji rynku energetycznego. Czy naprawdę chcemy pozwolić
eurokratom na dalsze poszerzanie ich władzy?
Eurokomisarze w swych dążeniach wcale się nie zatrzymali. Zamierzają przyznać
Unii osobowość prawną. Ośmielili się nawet wysunąć koncepcję utworzenia funkcji
unijnego ministra spraw zagranicznych, zwanego dla niepoznaki w nieco inny
sposób. Chcą zwiększyć swą władzę nad naszą Ojczyzną w kolejnych dziedzinach
życia. W tym celu opracowano tak zwany traktat lizboński, który jest tak
naprawdę pomysłem konstytucji dla nowo tworzącego się federalnego państwa
europejskiego, zwanego także superpaństwem. Ponieważ twór ten - czy raczej "nowotwór"
- mógłby powstać jedynie na gruzach państw narodowych, to jasne jest, że
przyjęcie traktatu lizbońskiego byłoby kolejnym krokiem na drodze do likwidacji
naszego państwa. Z tego punktu widzenia referendum w sprawie traktatu, za którym
wciąż się opowiadamy, stanowiłoby swoisty plebiscyt w sprawie faktycznej
przynależności państwowej.
Od euro do superpaństwa
Patrząc na dotychczasowy kształt integracji w Europie, można przekonać
się, jak ważne znaczenie miał traktat z Maastricht. Przewidywał on m.in.
likwidację prawa poszczególnych krajów do prowadzenia własnej polityki
pieniężnej oraz wprowadzał ograniczenie swobody prowadzenia polityki budżetowej.
Jakie są tego efekty? Traktat z Maastricht wszedł w życie w listopadzie 1993
roku. W latach 1994-2007 średnie tempo wzrostu PKB w krajach, które w
największym stopniu ograniczyły swą suwerenność, czyli w krajach strefy euro,
wynosiło 2,2 procent. Tymczasem w Islandii wzrost PKB ukształtował się na
poziomie 3,9 proc., w Australii - 3,7 proc., Nowej Zelandii - 3,5 proc.,
Kanadzie - 3,3 proc., Norwegii - 3,2 proc., USA - 3,1 proc., Szwecji - 3,1 proc.,
Wielkiej Brytanii - 3,0 proc. oraz Danii - 2,5 procent. Ciekawe, że kraje EWG
rozwijały się z reguły szybciej od USA w latach 50. i 60. XX wieku, czyli wtedy,
gdy zakres kompetencji instytucji wspólnotowych był znacznie mniejszy niż
obecnie. Oznacza to, że - generalnie rzecz biorąc - suwerenność oprócz tego, iż
stanowi wartość samą w sobie, jest dla krajów europejskich czynnikiem
sprzyjającym wzrostowi gospodarczemu. Ograniczanie suwerenności krajów
europejskich wzrost ten hamuje.
Mówiąc o integracji europejskiej, warto pamiętać, że ogromne znaczenie dla jej
przebiegu miała koncepcja likwidacji walut narodowych. Opiera się ona na
poglądach Kanadyjczyka Roberta Mundella, który uważał, że na danym obszarze
opłaca się wprowadzić jedną walutę w miejsce dotychczasowych walut narodowych,
jeżeli obszar ten będzie silnie zintegrowany. Urzędnicy unijni nie mówią tego
wprost, ale niejako wykorzystują tę koncepcję do ujednolicania wszystkiego, co
się tylko da, do powiększania liczby dziedzin, w których decyduje Unia, a nie
kraje członkowskie. Uważają, że prawo w Unii trzeba ujednolicać, czyli tak
naprawdę odbierać poszczególnym krajom atrybuty ich suwerenności. Uważam więc,
iż pojawienie się projektu konstytucji dla Europy, a potem projektu traktatu z
Lizbony było odroczonym w czasie skutkiem wprowadzenia euro. Wielkim
zwolennikiem zapisów konstytucji dla Europy (zawartych także w traktacie
lizbońskim) jest Europejski Bank Centralny. Zostało to wprost stwierdzone w
raportach rocznych z 2005 i 2006 roku.
Odrzućmy ten traktat
Myślę, że nadszedł czas, aby Unia Europejska uszczupliła swe kompetencje
i przekazała je na powrót krajom członkowskim. Pomijając nawet kwestie
polityczne, byłoby to po prostu ekonomicznie opłacalne. Uważam, że na tym
właśnie powinna polegać prawdziwa reforma funkcjonowania UE. Zacznijmy od rzeczy
najprostszych - może na początek niech Unia pozwoli krajom członkowskim
samodzielnie regulować poziom kapitału zagranicznego w mediach. To oczywiście
tylko przykład.
Niektórzy mówią, że trzeba przekazywać nasze polskie kompetencje w ręce Unii,
gdyż stanowi to rzekomo "inwestycję w lepszą przyszłość naszych dzieci i wnuków".
Uważam, iż takie stawianie sprawy jest obrażaniem przyszłych pokoleń Polaków.
Sugeruje się bowiem, że ten przysłowiowy wnuk będzie skrajnym kosmopolitą, który
nie zechce, aby istniało niepodległe i suwerenne państwo polskie. W związku z
powyższym apeluję: brońmy suwerenności naszej Ojczyzny nie tylko dla siebie, ale
też dla naszych dzieci i wnuków! Odrzućmy ten traktat i nie przykładajmy ręki do
koncepcji, której celem jest likwidacja państwa polskiego.
Gabriela Masłowska, posłanka na Sejm RP (PiS), Nasz Dziennik 2008.03.12,
http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20080312&id=my11.txt
====================================
TVN filmował z ukrycia
Nasz Dziennik , Piątek, 14 marca 2008, Nr 63 (3080)
Z historykiem prof. Jerzym Robertem
Nowakiem rozmawia Zenon Baranowski
Dziennikarze TVN 24 filmowali Pańskie środowe spotkanie w bazylice Św. Krzyża
w Warszawie z ukrytej kamery...
- To, że dziennikarze tej stacji filmowali w ten sposób moje spotkanie, to jest
po prostu bezprawie. Powiedzieliśmy od razu na początku spotkania, zarówno
gospodarz sali ks. prof. Białkowski, jak i ja, że nie zgadzamy się na
uczestnictwo TVN 24 ze względu na jej niewiarygodność i przekręcanie różnych
rzeczy.
Jednak zlekceważono ten zakaz...
- Jest to wbrew zasadom dziennikarstwa i naruszeniem jego prawideł. Powiedziałem
publicznie o tym, że kiedyś TVN zgłosiła się do mnie po wywiad. Na ogół tej
stacji nie udzielam wypowiedzi, ale ponieważ chodziło o książkę Grossa,
zgodziłem się. Miał być pięciominutowy wywiad, a były dwa zdania, typu że
książka Grossa zaszkodzi Polakom i Żydom i będzie rodzić niepotrzebne napięcia.
Myślę, że tekst był bardzo uzasadniony, a oni określili, iż to jest skrajna
opinia autora związanego z Radiem Maryja. Dlatego powiedziałem sobie, że z tymi
panami nie chcę mieć nic wspólnego.
Przeglądając same tylko tytuły z "Gazety Wyborczej" skrupulatnie
relacjonującej Pańskie spotkania, dostrzec można napastliwy język. Zarzuca się
Panu rzekome obrażanie, lżenie itp. różnych osób...
- Oni są po prostu wściekli, bo nigdzie, w żadnym mieście nie udało im się
zapobiec spotkaniom ze mną. W Warszawie nie udało się im, kiedy miał być wykład
w kościele przy ul. Dickensa. Podobnie w Częstochowie, chociaż próbowano dwa
razy, a mieliśmy spotkanie nawet w lepszym miejscu, niż pierwotnie miało być.
Cieszę się, że odbyło się ono na Akademii Polonijnej, z udziałem rektora ks.
Eustachego Rakoczego, który notabene zaprosił mnie na dalsze wykłady. Poza tym
blokowali w Opolu, i też było spotkanie. W Bydgoszczy blokowali, ale odbyło się
w bazylice. Byli szczególnie wściekli na księdza proboszcza, który dał zgodę na
spotkanie w bazylice. Podobnie jak na ks. prof. Białkowskiego, kustosza bazyliki
Św. Krzyża, świątyni z takimi wielkimi historycznymi tradycjami, położonej w
centrum Warszawy. Było tutaj - według niektórych ocen - ok. 1,5 tys. osób.
Podobnie w Bydgoszczy, największe zaskoczenie - określanym jako "czerwone
miasto" - też oceniano liczbę słuchaczy na 1,3 tys. osób.
Widać wyraźnie, że "Wyborcza" wywiera presję, aby duchowni nie zgadzali się
na goszczenie spotkań z Pańskim udziałem...
- Tak. Im właśnie o to chodzi. Liczą, że może coś uda się wskórać przez różne
szantaże, próby zastraszania.
Dziękuję za rozmowę.
===========================================================
Sejm nie chce referendum
Wczoraj, w przeddzien 240. rocznicy
powolania konfederacji barskiej, która
zawiazano w celu obrony niepodleglosci I Rzeczypospolitej, poslowie
zdecydowali o trybie ratyfikacji unijnego traktatu reformujacego. O
ograniczeniu suwerennosci Polski na rzecz struktur unijnych maja zdecydowac
sami parlamentarzysci, którzy tym samym odmówili Narodowi prawa glosu
Sejm nie chce referendum
Tysiace pocztówek do prezydenta z apelem o debate i referendum w sprawie
unijnego traktatu reformujacego, niezliczone listy z apelami do premiera i
poslów - nic nie pomogly. Sejm pozostal gluchy na glos spoleczenstwa, które
chcialoby w sprawie ratyfikacji traktatu lizbonskiego wypowiedziec sie w
referendum. Poslowie zdecydowali wczoraj o parlamentarnej drodze
ratyfikacji. Do tego aktu mialoby dojsc na nastepnym posiedzeniu Sejmu w
polowie marca.
Jezeli wynik glosowania w sprawie ratyfikacji przez Polske traktatu
lizbonskiego bedzie za dwa tygodnie taki sam, jak wynik wczorajszego
glosowania nad uchwala Sejmu w sprawie wyboru parlamentarnego trybu
ratyfikacji traktatu, to Sejm zdecyduje o przyjeciu przez Polske traktatu
lizbonskiego. Do ratyfikacji potrzebne jest 307 glosów poslów. Za uchwala,
której skutkiem jest odrzucenie pomyslu referendum w sprawie ratyfikacji,
opowiedzialo sie 357 poslów - w tym wszyscy glosujacy z PO i LiD oraz
wiekszosc z PiS i PSL, 7 - wstrzymalo sie od glosu - 2 z PSL i 5 z PiS.
Przeciw ratyfikacji traktatu przez parlament zaglosowalo tylko 55 poslów
Prawa i Sprawiedliwosci.
Przyjecie uchwaly oznacza, ze teraz poslowie beda mogli zajac sie rzadowym
projektem ustawy o ratyfikacji traktatu, który mialby zostac przeglosowany
na posiedzeniu Sejmu rozpoczynajacym sie 12 marca. - Wszystko wskazuje na
to, ze juz na nastepnym posiedzeniu Sejmu bedziemy mogli to przeglosowac.
Potem Senat, a nastepnie pan prezydent. Dobrze, gdyby jego decyzja byla
szybko - powiedzial po przeglosowaniu uchwaly marszalek Sejmu Bronislaw
Komorowski.
Zadowolony z przebiegu glosowania byl premier Donald Tusk. - Uwazam, ze
wszyscy bez wyjatku na tej sali, glosujac dzisiaj "za", "przeciw" i
wstrzymujac sie od glosu, wiedza jedno - ze Polacy w przygniatajacej
wiekszosci chca dalszej integracji Unii Europejskiej i silnej pozycji Polski
wewnatrz Unii. A traktat lizbonski otwiera takie perspektywy - mówil premier
Tusk.
"Nie" dla referendum
Wedlug szefa rzadu, parlamentarna droga ratyfikacji traktatu jest jak
najbardziej wlasciwa. - Nie sadze, zeby referendum przynioslo niespodzianke
poza jedna: brakiem frekwencji 50-procentowej. Nie mozemy tego lekcewazyc.
Nie warto narazac na szwank czegos, co Polsce sluzy, dlatego wolalbym,
zebysmy przyjeli to w trybie parlamentarnym - dodal premier. Konstytucja
przewiduje, ze w tej sytuacji traktat moze byc "do wyboru" ratyfikowany
przez parlament badz w ogólnonarodowym referendum. Aby referendum bylo
wazne, musialoby wziac w nim udzial ponad 50 proc. uprawnionych do
glosowania.
W oddanie glosu Narodowi w tak waznej sprawie zaangazowali sie m.in.
poslowie do Parlamentu Europejskiego - Urszula Krupa i Witold Tomczak,
wspóltworzac komitet referendalny zbierajacy podpisy za przeprowadzeniem
referendum. Aby wniosek w sprawie przeprowadzenia referendum mozna bylo
skutecznie skierowac do Sejmu, musi sie pod nim podpisac pól miliona osób.
Komitet przeprowadzil tez akcje z pocztówkami zaadresowanymi do prezydenta
RP z apelem o przeprowadzenie referendum, które zainteresowani mogli
przeslac glowie panstwa.
O referendum apelowal równiez rzecznik praw obywatelskich Janusz
Kochanowski. Argumentowal przy tym, ze jest ono wskazane, gdyz traktat
"wprowadza szereg zmian o charakterze instytucjonalnym", które maja
szczególne znaczenie zarówno dla calej Unii, jak i bezposrednio dla
poszczególnych jej czlonków. Wczesniej nie przeprowadzono natomiast
praktycznie zadnej akcji informujacej obywateli, co takiego jest w tym
traktacie. Na wszystkie te glosy polskie wladze pozostaja jednak gluche.
PiS bardziej "za", troche "przeciw"
Jedynymi poslami, którzy wczoraj podniesli reke przeciw parlamentarnej
drodze ratyfikacji traktatu, byli poslowie Prawa i Sprawiedliwosci - w
liczbie 55 osób, czyli okolo jednej trzeciej glosujacych. Pozostali w
zdecydowanej wiekszosci, w tym Jaroslaw Kaczynski, opowiedzieli sie za
ratyfikacja traktatu przez parlament. Juz w srode prezes PiS zapowiadal, ze
w klubie najprawdopodobniej nie bedzie dyscypliny w glosowaniu nad sejmowa
uchwala. Kaczynski przyznal bowiem, ze w klubie sa zwolennicy
przeprowadzenia referendum. Niektórzy poslowie PiS na wszelki wypadek na
glosowaniu sie jednak nie pojawili.
Artur Kowalski
========================================================
[Powrot]